poniedziałek, 31 lipca 2017

Lubimy się sprzedawać

    Witam Was, moi czytelnicy, w kolejnym poście.

    Ostatnio zauważyłam, że wpis z ulubieńcami miał bardzo fajny odbiór, dlatego na dniach spodziewajcie się kolejnego z tej serii. Chcę Wam również podziękować za linki do blogów, które zostawiacie w komentarzach. Dzięki nim mogę ciekawie spędzić czas, czytając Wasze posty. Na wszystkie blogi zerkam i komentuję to, co naprawdę mi się spodoba. Możecie mnie w takim razie zasypywać linkami (brzydka pogoda, więc człowiekowi się nudzi).

    Post, który dla Was piszę w zasadzie nie był długo planowany. Wpadłam na ten pomysł dość niedawno, kiedy dostałam ofertę pracy, jako... no właśnie - jak można nazwać dziewczynę, która spotyka się z facetami za pieniądze? Jeśli jesteście ciekawi, jak cała historia potoczyła się dalej - zapraszam do lektury.


    Zastanawiałam się, czy jest sens w ogóle to opisywać. Przecież każdy z nas ma swój rozum i robi ze sobą, co mu się podoba. Nigdy nie pouczałam nikogo, z kim powinien się spotykać, co robić czy też jak zarabiać. To osobista sprawa i o ile dla innych może być wstydem bycie np. prostytutką, dla nich samych wstydu nie ma. Panie do towarzystwa - bo tak chyba będzie to najłatwiej nazwać - w zasadzie chyba nie robią nic złego. Nie łamią prawa (nie łamią, prawda?), nie przeszkadzają w tym innym, (chyba) się szanują, a dostają pieniądze tylko za swoje towarzystwo - rozmowy, mile spędzony czas (z tego, co wiem). Nigdy się tym nawet bliżej nie interesowałam, do czasu, kiedy jedna z moich koleżanek zaczęła w ten sposób zarabiać. I choć teraz, w wieku 17-stu lat bałabym się na jej miejscu pójść na takie coś, wtedy - jakieś 4 lata temu - nie pamiętam nawet czy wyraziłam jej swoją opinię na ten temat. Z perspektywy czasu przeraża mnie sama myśl o tym, że młodzież w wieku 13-stu lat może mieć tak głupie pomysły. Wiele słyszy się o piciu alkoholu przez nieletnich, braniu narkotyków (częściej dopalaczy), paleniu itp. rzeczach, jednak rzadziej wspomina się o wykorzystywaniu swojego ciała w celu zarobienia. I tak - płatne towarzystwo to też zarabianie ciałem - w końcu towarzyszymy komuś całym sobą. Z zewnątrz może się to nie wydawać jakoś przesadnie straszne. Przecież to tylko spotkanie, na którym do niczego nie dojdzie. Czy aby na pewno? Umówmy się - nigdy nie brałam w czymś takim udziału, więc mogę jedynie stwierdzić na podstawie opowieści koleżanki bądź tych przeczytanych w internecie, że to nie zawsze kończy się tylko na rozmowie. Niech chociażby dojdzie do tego jakiś niewinny pocałunek - czy to normalne aby dwudziestoparolatek płacił trzynastolatce za buziaka? Czy to nie podchodzi pod żaden paragraf? Bo według mnie, jeśli taka sytuacja ma miejsce, coś jest nie tak - i z dziewczyną, która się na to godzi, i z chłopakiem, który coś podobnego proponuje. Oczywiście słyszałam o związkach, w których różnica wieku jest podobna, jednak nie sądzę, żeby miało to dobry wpływ na rozwijającego się nastolatka (bo być może chłopcy też lubią dojrzalsze kobiety). Dlatego naprawdę nie potrafię zrozumieć, jak można chodzić na spotkania z dużo starszym chłopakiem w tak młodym wieku. I tu już nawet nie łączę tego problemu z galeriankami, bo to inny problem. Będąc 4 lata młodszą wersją siebie, nie pamiętam, czy ją upomniałam, że robi źle. Być może coś takiego miało miejsce. I mimo że uważałam się za dość dojrzałą i rozsądną osobę, nikogo o tym nie poinformowałam. Dlaczego? A no dlatego, że nie chciałam robić ani jej, ani jej rodzicom żadnych problemów. Poza tym swego czasu była moją przyjaciółką, a ciężko jest wsypać kogoś, na kim nam zależy. Gdyby jednak teraz zaistniała taka sytuacja, na pewno nie miałaby spokoju od moich porad, narzekań i sprzeciwów.

    No tak, opowiedziałam Wam historię koleżanki, a miałam pisać o sobie. Moja historia nie jest tak ciekawa (jeśli mogę użyć takiego określenia). Zaczęło się w zasadzie z momentem, kiedy na różnych stronkach z głoszeniami zamieściłam swoje odnośnie tego, że poszukuję pracy na wakacje (muszę zebrać niezłą sumkę, aby spełnić jedno z mniejszych marzeń). Dostałam raz wiadomość, w której ponad 10 lat starszy chłopak (mężczyzna?) prosił mnie o zwykłe spotkania, za które oczywiście chciał zapłacić. Nie mieściło mi się to wtedy w głowie, że za choćby chwilę w moim towarzystwie był w stanie zapłacić niezłą sumę pieniędzy (niezłą dla nastolatków). Przecież to bez sensu, nieprawda? Jednak mi nie zależało na tych pieniądzach, chciałam znać powody, dla których miał to robić. Podczas pisania z nim, dowiedziałam się, że ma dziewczynę od dobrych paru lat i po prostu ma ochotę poznać kogoś nowego. No więc w czym problem? Czy facet naprawdę musi komuś płacić, żeby go poznać? Czy w związku nie można mieć też jakiś znajomych? Jednak on stwierdził, że wszystko musi się odbywać w tajemnicy, gdyż dziewczyna posądzi go o zdradę, bo jest bardzo zazdrosną osobą. No cóż... W takim razie umawianie się z kimś po kryjomu i płacenie mu za to, jest jak najbardziej w porządku? Niezły związek.

    Podobna sytuacja spotkała mnie kilka dni temu, jednak w tej opowieści główną rolę odgrywa dziewczyna, która szukała koleżanki do współpracy. Z początku myślałam, że chodzi o bycie jakąś konsultanką, czym nie byłam zainteresowana. Po chwili okazało się, że kilkaset złotych na dzień proponowała mi za kilka godzin umawiania się za pieniądze. Szczerze mówiąc byłam lekko zażenowana całą sytuacją, ale chciałam dowiedzieć się czegoś więcej. Obiecywała mi, że na wszystko będzie mnie stać, że współpraca jest bezpieczna, nikt się nie dowie, bla, bla, bla. Serio? Nie wiem, czy tylko ja przesadnie na to wszystko reaguję, ale czy dziewczyny, które to robią, nie czują żadnych wyrzutów sumienia? Że nie powinny? Że to nie w porządku? Że istnieją inne sposoby na zarabianie? I jeszcze twierdzenie, że to bezpieczne w dwójkę... Jak się znajdzie jeden silniejszy mężczyzna - to i dwie mu nic nie zrobią, a on i owszem. 

    Podążając już ku końcowi - chciałabym poznać Wasze opinie na sprzedawanie swojego towarzystwa. Interes się kręci, pieniądze są z tego - jak widać - niezłe i pewnie zawsze znajdzie się ktoś, kto chętnie brałby w tym wszystkim udział, zwłaszcza jak ma puste konto. Przeglądając oferty internetowe (a jest ich sporo), widać, że kobiety się cenią. Czy jednak kilka stów będzie bardziej warte, niż nasza godność i szacunek do własnej osoby? Nie mówię, że jestem najmądrzejsza, że wszystko wiem, że teraz trzeba rzucić wszystko i robić to, co ja mówię. Pewnie, że nie. Już na początku pisałam, że każdy z nas ma swój rozum i powinien się go słuchać, zwłaszcza jak mamy mieszane uczucia co do czegoś. Jeśli komuś podoba się zarabianie w ten sposób - w porządku, niech to robi, jego wybór. Mi się nie podoba i mówię o tym otwarcie. Nie wiem, czy byłabym w stanie spotkać się z kimś za kasę, nawet jeśli byłoby to zwykłe spotkanie. Bo kiedy wchodzimy z butami w cudze życie, to już coś zmieniamy. Nie mówię, że to sięganie dna - w końcu to nie prostytucja - jednak jeśli takie sytuacje mają miejsce w życiu nastolatków, to niepokojące. Bynajmniej dla mnie. Z kolei chłopcy, mężczyźni, faceci - jeśli macie dużo za dużo pieniędzy - kupcie coś swojej dziewczynie, żonie, córce, mamie, siostrze... komukolwiek. Albo odłóżcie na wakacje, dom, nowy samochód. Oddajcie nawet te pieniądze potrzebującym lub jakieś instytucji charytatywnej. Im bardziej się to przyda. A spotkać się można bez pieniędzy, naprawdę. 

    Mam nadzieję, że post Wam się spodobał i dostanie jakiś odzew. W końcu wydaje mi się, że sprawa nie jest błaha i warto mówić o takich rzeczach.

Do następnego.
Egzaltowana.

1 komentarz: