poniedziałek, 24 lipca 2017

13 REASONS WHY - hit czy kit?

    Hey! Czy u Was też ostatnio ta okropna pogoda trochę przystopowała? Właśnie przez to ładne słońce nie napisałam w tym tygodniu ani jednego posta (które wcześniej zaplanowałam). Z drugiej strony cieszę się, że chociaż trochę mogłam wykorzystać pogodę i się wymęczyć.

    Jak można zauważyć po tytule - dziś chcę poruszyć temat "13-stu powodów", który zrobił niemałe zamieszanie nie tylko wśród moich bliskich, ale i innych rówieśników. Póki co mogę mówić o serialu, gdyż książki nie zdążyłam jeszcze przeczytać i w tenże sposób złamałam swoją zasadę książkomaniaka. Mam nadzieję, że nikt mnie za to nie zlinczuje.


    Jak pewnie wszyscy wiedzą (albo chociaż spora część), serial Netflixa pt.:"13 powodów" (ang. "13 reasons why") został zrealizowany na podstawie książki Jaya Ashera o tym samym tytule. Główne role grają Katherine Langford i Dylan Minnette. Na ekranie widziałam ich po raz pierwszy i od razu bardzo mi się spodobało, w jaki sposób odgrywali te role. Wydaje mi się, że było to na tyle prawdziwe, aby przekonać widza o powadze przedstawionej sytuacji.

    Serial opowiada historię Hannah Baker - nastolatki, która popełniła samobójstwo, a powody, dla których to zrobiła udokumentowała na kasetach. Nagrania Hannah trafiają w ręce Claya, który nie jest jedyną osobą, która miała je odsłuchać (czego z początku nie wiedziałam). Kasety przeznaczone bowiem zostały dla osób, które przyczyniły się do jej samobójstwa. Na początku możemy zacząć się zastanawiać, jaki to powód mogła mieć nastolatka, żeby podejmować tak straszną decyzję? Pierwsze odcinki pokazują, że jej życie nie odbiegało bardzo od życia jej rówieśników - przeżywała nieudane przyjaźnie, jak każdy z nas. Jednak im dalej się zagłębimy, możemy zauważyć, że te błahe powody były tylko cegiełkami, które dokładane przez kolejne osoby zabijały ją powoli, aż doszło do czegoś konkretniejszego - gwałtu. Ten, kto nie przeżył czegoś tak okrutnego, może jedynie domyślać się, jak młoda Hannah mogła się czuć. I same myśli są ciężkie.

    Kiedyś wydawało mi się, że mówienie, iż samobójcy to egoiści, jest prawdą. Bo nie myślą o tym, jakie konsekwencje przyniesie ich śmierć. Jednak moje zdanie diametralnie się zmieniło. Bo dlaczego samobójca ma myśleć o innych osobach? Życie nie sprawia mu przyjemności, nie ma niczego, co mogłoby go rozweselić, wszystkie najmniejsze porażki przynoszą mu ból, jakby jego życie naprawdę nie miało sensu. Czy powinien się męczyć tylko dlatego, żeby inni nie uważali go za egoistę? Wiem, niektórzy pewnie pomyślą, że akceptuję samobójstwo i uważam, że każdy powinien decydować za siebie, bez względu na wszystko. Po części może nawet tak uważam - bo to nasze życie. Co do samego samobójstwa, nie mam sprecyzowanego jednego zdania na ten temat. Wątpię, że powinnam się o tym wypowiadać. Jednak nie uważam, że Hannah była rozkapryszoną nastolatką, która zrobiła to, aby było o niej głośno. Przez cały serial widać było, jak ukrywała swoje problemy. Nie mówiła o nich otwarcie, a dowiadujemy się o nich dopiero po jej śmierci. Hannah prosiła o pomoc, ale nie otrzymała jej. Może było w tym też trochę jej winy, gdyż nie chciała zgłosić na policję, kto ją zgwałcił. Jednak nie przeżyłam tego, co ona. Nie mam pojęcia, jak ona się z tym czuła.

    Po obejrzeniu serialu mam mieszane uczucia. Z jednej strony rozumiem, że miał przedstawić życie nastolatków - ich codzienność, problemy, z którymi się stykają i sposoby, jak próbują sobie z nimi radzić. Według mnie powinni go obejrzeć także rodzice, gdyż bywa, że nie potrafią zrozumieć ogromu sytuacji, kiedy opowiada o tym samo dziecko. Serial pokazuje, że takie sytuacje mają miejsce - nastolatkowie są prześladowani, wyśmiewani, prowokowani, a nawet gwałceni (w najgorszych przypadkach - nawet chłopcy). Jestem pewna, iż rodzice wiedzą, co dzieje się na młodzieżowych imprezach, choć otwarcie nam tego nie mówią. Są świadomi alkoholu i innych używek. Jednak nie mają pojęcia o tym, jakie skutki niesie to, że pozwoli się dziecku na taką imprezę pójść. To, że Wasze dziecko na co dzień wydaje się niewyobrażalnie grzeczne, nie oznacza, że zawsze takie jest. Największe "świętoszki" robią wtedy dziwne rzeczy (o których może na drugi dzień nie pamiętają). I nie chodzi mi tutaj o wymądrzanie się - bo przecież nie moim obowiązkiem jest pouczanie rodziców, kiedy sama jestem jeszcze dzieckiem. Każdy z nas dodatkowo ma swój rozum i pewne granice. Jakie miała też Hannah. Czasami jednak zdarza się nad nimi nie panować, co widać było w odcinku 12-stym. Przecież Hannah mogła się sprzeciwić i uciec, prawda? Nie musiała dać się gwałcić. Jednak tak jak wcześniej pisałam - doświadczyła wiele razy bólu i smutku, przez co gwałt całkowicie zrujnował jej równowagę. Coś w niej pękło. I nie dało się tego naprawić. Nikt nawet nie próbował. Mieli swoje problemy.

    I mimo że serial zrobił na mnie wrażenie, z drugiej strony czuję się przerażona. I nie chodzi tu o moment samobójstwa Hannah, który był naprawdę okropny. Zastanawiam się, czy na podstawie 13-stu powodów śmierci Hannah, nikt nie postanowił zrobić listy swoich. Ja tak robiłam i z tego, co się dowiedziałam - są osoby, które też poszły w jej ślady. Zastanawia mnie fakt, czy kiedy okaże się, że też mamy 13 powodów (albo więcej) do samobójstwa, wyjdzie nam to na dobre? Hmm, szczerze wątpię. I może nie każdy myśli w ten sposób, ale strasznym uczuciem jest moment, kiedy zauważasz, że równie dobrze też mógłbyś się zabić, bo masz powody. Z reguły te małe porażki udaje nam się normalnie przetrwać. Jednak bywa, że w ciągu dnia nie spotyka nas jedna przykrość, a kilka. I co wtedy? Załamujemy się i brakuje nam na początku sił, żeby sobie z wszystkim poradzić. To normalne. Gdy zrobimy sobie listę osób, które mogłyby się przyczynić do popełnienia przez nas samobójstwa - zauważymy, ile spadło na nas problemu. Dla osób słabych psychicznie może to nie być nic dobrego. Jednak sama zauważyłam, że może to też w jakiś sposób pomóc, kiedy nie mamy komu zwierzać się z problemów. I nie musimy się nagrywać (chociaż według mnie, jest to całkiem w porządku), ale napisać chociażby kilka listów. W każdym z nich opisać sytuację, która była dla nas bardzo przytłaczająca. Taka terapia dla samego siebie. Z czasem możemy się przekonać, że tamte problemy nie były wcale takie straszne.

    Poza opisanym sensem całego serialu (albo książki, bo to na jej podstawie powstał serial) podobały mi się także inne rzeczy. Jedną z nich są aktorzy, którzy dobrze odgrywają rolę, pomimo że nie są już nastolatkami. Oczy przyciąga także zmiana barw - kiedy akcja dzieje się w teraźniejszości, zmieniają się one z ciepłych na chłodne. I oczywiście wspaniałe są momenty, w których sam Clay, poprzez słuchanie głosu Hannah - widzi wydarzenia, które wcześniej miały miejsce.

    A jak Wam spodobał się serial "13 powodów"? Uważacie go za hit czy kit? I jak wypada a tle samej książki? Piszcie mi w komentarzach!

Pozdrawiam.
Egzaltowana


3 komentarze:

  1. U mnie na początku lata był gorąc, później były burze, po ostatniej - która była kilka dni temu, to do tej pory sprzątają powyrywane i połamane drzewa. Natomiast aktualnie jest sezon na: jest zimno, nigdzie nie wychodź i weź lepiej kocyk. Oglądałam parę zwiastunów serialu, ale na tym na razie się skończyło.

    https://odbicie-lustra.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No u mnie aktualnie też nieładnie ^^ I również wykorzystuję kocyk, chociaż dla innych to dziwne, bo na dworze duszno... A moje mieszkanie zimne :D

      Usuń
  2. Jak dla mnie naprawdę świetny serial; dał mi naprawdę dużo to przemyślenia:)

    OdpowiedzUsuń