wtorek, 21 marca 2017

PASJA, SIŁA I MIŁOŚĆ

Witajcie, kochani!

W ostatnim poście mieliście okazję poczytać trochę na temat książki, która ostatnio wywarła na mnie dość spore wrażenie. Pisząc recenzję całkowicie zapomniałam, że ostatnio byłam w kinie na ciekawym filmie. Postanowiłam, że muszę Wam go przedstawić i nawet namówić do obejrzenia. Jeśli zastanawiacie się nad wyjściem do kina i nie macie pojęcia, co wybrać - przeczytajcie mój wpis do końca.

Zanim przejdę do tematu - napiszcie mi w komentarzach, czy długość moich recenzji jest w porządku, gdyż zazwyczaj się trochę rozpisuję i nie wiem, czy dobrze Wam się to czyta. Liczę na szczerość.


Kiedy w kinie ukazał się film o jednym z moich autorytetów, przyjaciółka zaczęła mnie namawiać, aby iść go obejrzeć. Początkowo miałam mieszane uczucia, gdyż biografie nie do końca do mnie przemawiają. A jeśli już, wolę je czytać, niż oglądać na dużym ekranie. Jednak po jej wielu prośbach zgodziłam się, bo w zasadzie nie miałam nic do stracenia - film mógł mnie nauczyć czegoś dodatkowego.

"Maria Skłodowska Curie" to dramat biograficzny Marie Noelle o naszej wspaniałej Polce, na co wskazuje sam tytuł. Film miał w Polsce premierę 3 marca, czyli około dwóch tygodni temu. Kręcony był w 4 krajach - w Belgii. we Francji, w Polsce i w Niemczech. Większą część obsady zajmują aktorzy zagraniczni, jednak główną rolę gra Karolina Gruszka, co według mnie było bardzo trafne.

Kiedy wchodziłam na salę kinową byłam zmęczona całym dniem szkoły i byłam prawie pewna, że usnę w środku seansu, co się na szczęście nie wydarzyło. Początek filmu był trochę mało ciekawy - właśnie takie zazwyczaj jest wprowadzenie. Jednak dość szybko się rozkręcił. Akcja nabrała tempa wraz z momentem śmierci męża naszej głównej bohaterki. Po stracie ukochanego musiało minąć trochę czasu, aby wzięła się w garść i zaczęła żyć na nowo. Maria Curie została przedstawiona nie tylko jako wykształcona, inteligentna noblistka, ale i żona, matka, a nawet kochanka - czyli po prostu kobieta.

Film jest materiałem, który pokazuje nam, iż nikt z nas nie jest idealny. Nawet osoby, które mogą  nam się wydawać bez skazy. Bo kto by sobie pomyślał, że kobieta, która została dwukrotną noblistką (w czasach, kiedy inne mogły o tym pomarzyć) mogłaby wdać się w romans z żonatym mężczyzną? Curie była taka, jakie my - kobiety - jesteśmy. Miała swoje plany, ambicje, dążyła do określonych celów, dbała o dom i rodzinę. Nie były jej obce miłość, pragnienie, namiętność. Strata męża to ogromny ból i wyzwanie. Curie została wystawiona na próbę. Mimo wszystko nie rzuciła wszystkiego. Nie odstawiła swoich badań w kąt, chociaż nie zawsze dawała sobie sama radę. Potrafiła się przepracowywać. Nie zawsze miała czas dla bliskich. Ale robiła to po to, aby udowodnić, że kobieta też potrafi być silna i powinna mieć taką samą wartość, jaką miał współcześnie mężczyzna. Zwłaszcza, kiedy osiąga sukces w tym, co sprawia jej przyjemność.

Według mnie film Marie Noelle pt.: "Maria Skłodowska Curie" potrafi wywołać mieszane uczucia - nie da się go ani kochać, ani nienawidzić. Dlaczego tak mówię, skoro tak go chwaliłam na samym początku? Jeśli ktoś idzie do kina, aby się edukować i dowiedzieć czegoś więcej o samej pracy i o badaniach głównej bohaterki - może się zawieść. Jeśli natomiast chcesz poznać prawdziwą twarz Marii, jako kobiety - powinien Ci się spodobać. Ja osobiście należę do tej drugiej opcji, gdyż wolałam się zrelaksować, niż oglądać to, co mogę przeczytać szczegółowo w książkach i na internecie. Jeśli chodzi o ogólną ocenę filmu, byłaby ona nieco powyżej średniej, którą możemy znaleźć np. na filmwebie. Historia zawarta w filmie jest według mnie naprawdę ciekawa, jednak biorąc pod uwagę inne aspekty - nie chciałoby mi się oglądać go dłużej. W filmie nie ma emocji, których ja zazwyczaj oczekuję. I akcja jest dość uboga. Liczyłam na coś więcej.

Podsumowując, film mi się spodobał, gdyż interesują mnie poruszone w nim wątki miłości, zdrady. Pełno w nim codzienności, przez co przemówi do przeciętnego odbiorcy. Jeśli natomiast jesteś wymagającym widzem - udaj się na tą produkcję z dystansem, gdyż może ona nie spełnić Twoich oczekiwań.

Na zakończenie dodam, że warto wziąć choć trochę przykładu z Curie. Wydaje mi się, że jeśli w życiu pokierujemy się pasją, siłą i miłością - na pewno wybierzemy dobrą drogę do spełnienia marzeń i dojścia do celów.

Mam nadzieję, że post Wam się spodobał. Napiszcie mi na dole, czy widzieliście już ten film albo na co polecacie wybrać się w najbliższym czasie.

Miłego popołudnia.
Egzaltowana.

6 komentarzy:

  1. Zupełnie innych aspektów oczekiwałem od filmu, co pozwoliłem sobie zawrzeć we własnej recenzji http://grzegorzdeuter.pl/maria-sklodowska-curie-krotka-recenzja/

    OdpowiedzUsuń
  2. Byłam w kinie na tym filmie i szczerze mówiąc, nie zachwycił mnie zbytnio. Tak jak pisałaś, oprócz wątków miłosnych zbyt dużo się w nim nie dzieje /:.
    Co do tego hasła "pasja, siła, miłość", wydaje mi się, że jedynie ta trzecia wartość została dobitnie przedstawiona.
    O takiej kobiecie można było nagrać coś znacznie lepszego. Przynajmniej w moim odczuciu. Nie żałuję, że obejrzałam, ale drugi raz już nie sięgnę :P.
    Pozdrawiam :D
    Sowa

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sądzę, że też drugi raz go nie obejrzę. Ale mimo wszystko warto oglądać różne filmy, aby poznawać samego siebie i wykreować swój gust :) Również pozdrawiam.

      Usuń
  3. Nawet nie wiedziałam, że taki film jest teraz w kinach :) Fajna recenzja, zachęciłaś mnie do obejrzenia :)

    OdpowiedzUsuń