środa, 1 lutego 2017

Oceny = inteligencja, czyli po co nam szkoła?

Hey!

Ostatnio przeglądając Facebooka'a (a muszę przyznać, że robię to coraz rzadziej) natrafiłam na bardzo ciekawy post. Dotyczył on szkoły, a dokładniej naszego systemu edukacji. Autor wpisu podszedł do niego dość krytycznie i szczerze mówiąc - zgadzałam się z prawie każdym jego słowem. Właśnie dlatego chciałabym wyrazić swoje zdanie w temacie nauki. Jeśli chcielibyście zerknąć na post Łukasza, na koniec dam Wam link.

Ogólnie rzecz biorąc - od wczesnych lat szkoła wszystko nam narzuca - zaczynając od zachowania po naukę. Nauczyciele każą uczyć się długich i skomplikowanych definicji, mapek wszystkich kontynentów, czytać to, co nie sprawia nam żadnej satysfakcji i zapewnia nas : "To Wam się jeszcze przyda". Ale czy rzeczywiście tak jest?


Przez większość życia miałam do siebie pretensje o każdą złą ocenę - bo przecież jak to wygląda? Żeby mieć tróję? Ja?! Nie wiem, czy można to nazwać ambicją. Wydaje mi się, że wymagania do samej siebie przewyższały nawet te, które stawiali mi nauczyciele. Dopiero po rozpoczęciu szkoły średniej otwierają mi się oczy na pewne sprawy. Zaczynam rozumieć, że człowiek nie żyje ocenami, a tym, co ma w głowie. Codziennie jednak twierdzi się inaczej. Bo to właśnie po części od ocen zależy sporo aspektów. Jeśli zależy Wam na uzyskaniu dobrej średniej (np. do stypendium) - bez tego ani rusz. Jednak te oceny to taka jedna, wielka bujda. Przecież czasem wystarczy ściągnąć i można wyjść na tym lepiej, niż Ci, co poświęcali cenny czas na naukę Bóg wie czego. Szkoła uczy nas wiele, ale większości z czasem i tak nie będziemy w stanie zapamiętać, jeśli nas to w ogóle nie interesuje. Dlaczego więc niszczyć zapał niektórych osób przez zmuszanie ich do czegoś? Rozumiem, że trzeba wprowadzić różne dziedziny nauki we wcześniejszym nauczaniu, bo jak inaczej odkrylibyśmy, co tak naprawdę nas pociąga? Ale żeby ciągnąć to przez tyle lat, w większości niepotrzebnie? 

Szkoła zabiera nam dużo czasu - zazwyczaj nawet więcej, niż sen, co według mnie dla młodych ludzi jest dość niezdrowe. Już nie wspomnę nawet o zadaniach domowych, których potrafią zadać jak na tydzień i wieczne wkuwanie do nocy. Bo przecież każdy nauczyciel Wam powie, że jego przedmiot jest najważniejszy. Jak więc taki wymęczony uczeń ma sobie radzić z 18-stoma "najważniejszymi" przedmiotami?

Łukasz, na którego post trafiłam przez przypadek, pisał, że ledwo zdał jedną z klas technikum. Stwierdził, że nie warto uczyć się tego wszystkiego tylko po to, aby i tak w końcu wyrzucić to z głowy. Przecież to tylko strata czasu i męczenie swojego umysłu. Nie lepiej zająć się czymś, co naprawdę nas interesuje? Nie lepiej wziąć do ręki jakąś ciekawą książkę, obejrzeć film czy pouczyć się języka obcego, które umożliwią nam rozwój? Chyba częściej powinniśmy myśleć właśnie w ten sposób. I jak pisze autor postu, do którego się odnoszę - nie chodzi, żeby tę szkołę od razu rzucić. Wystarczy wyciągać z niej to, co jest naprawdę wartościowe. Te oceny w końcu i tak przestaną mieć znaczenie. Przecież w przyszłości twojego malucha nie będzie obchodziło, że miałeś 6 z fizyki, ale Twoja pomoc w lekcjach. A ty przecież nic nie będziesz pamiętał, bo w szkole wkuwałeś, żeby tylko umieć na chwilę, na kartkówkę. 

Oczywiście olewanie szkoły też nam nic nie da - zapewne nabawimy się tylko problemów z nauczycielami. Wystarczy wybrać rzeczy ważne i ważniejsze. Nie poświęcaj dużo czasu na wkuwanie urbanizacji Indii, czy zaludnienia poszczególnych krajów Afryki. Co ci to da, jeśli może nawet nigdy tam nie pojedziesz. Myślisz, że inni uczą się tyle o naszej Polsce? 

Wybierajmy mądrze i żyjmy robiąc wartościowe rzeczy. Żeby nie tracić czasu na pierdoły, które zaśmiecają nam mózg i wywołują zbyt dużą ilość stresu. Nikt nam nigdy tego czasu nie zwróci. I nie przejmujmy się ocenami - czy za 10 lat będzie miało znaczenie, że miałeś w gimnazjum 3 z biologii, a dziś jesteś doktorem nauk przyrodniczych, a Twoja "piątkowa" koleżanka spoczęła na laurach i nic nie odniosła? Oceny to nie wyznacznik inteligencji! Czasem wystarczy się podlizać nauczycielowi i Wasze oceny idą w górę (a muszę przyznać, że z obserwacji widzę, że niektórzy to mają naprawdę niezłe sposoby). Nie zapominajmy też, że inteligencja to nie to samo co mądrość! A wkuwanie na chwilę to nawet nie jest dobra pamięć. Jeśli chcesz się czegoś nauczyć to zacznij od tego, co w przyszłości może Ci się przydać i co Cię satysfakcjonuje. Nie rób nic na siłę, żeby się unieszczęśliwiać. Z czasem zobaczysz, że wyjdzie Ci to na dobre.

Mam nadzieję, że dotrwaliście do końca. Jak obiecałam - podaję link do postu Łukasza, który zainspirował mnie do napisania swojego (klik). Mam nadzieję, że będziecie podejmować same dobre decyzje odnośnie nauki i nie zawalając szkoły - postawicie na ważniejsze dla Was przedmioty. I pamiętajcie, że jedna zła ocena to także nie jest koniec świata. Ważne jest to, co masz w głowie, niż na papierze.

Podzielcie się ze mną Waszymi opiniami na temat edukacji - jesteście za czy przeciw? A może coś pomiędzy? Chętnie się tego dowiem!

Pozdrawiam.
Egzaltowana.

23 komentarze:

  1. Zgadzam się z Twoim zdaniem. Obecnie jestem w pierwszej klasie liceum i poziom nauczania to jak niebo a Ziemia. Nauczyciele nie wymagają od nas 100% z przedmiotów, z których nie będziemy zdawać matury. W głowie zapadło mi powiedzenie, które mówi, że lepiej uczyć się przedmiotów, które się lubi i, które w przyszłości będą potrzebne niż te, które uważamy za niepotrzebne w życiu. Oczywiście nauka wszystkich przedmiotów jest ważna, ale wychodzę z założenia, że lepiej uczyć się tego, czego tak naprawdę chcemy.

    Pozdrawiam, www.piankaofstyle.pl

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mądrze powiedziane :) Dlatego dziwię się, że mnie w technikum ścigają z każdym przedmiotem :D Również pozdrawiam.

      Usuń
  2. zgadzam sie z Toba, super post :)

    nikolaa123.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. Fajny post ;) Myślę, że szkoła zabija naszą wyobraźnię i inteligencję a same oceny nie są zawsze odzwierciedleniem naszej wiedzy bo zwyczajnie nie zmieściliśmy się w kluczu ;)

    Mój blog

    Obserwuje i pozdrawiam ! ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To akurat racja - klucz ponad wszystko :D Dziękuję i również pozdrawiam.

      Usuń
  4. Ogólnie uważam, że dużo w tym racji, aczkolwiek spojrzenie na pewne sprawy też zmienia się z wiekiem (mówi"stara" 22-latka ��): Ja ne cierpiałam w szkole historii i biologii i uczyłam się tylko tyle, żeby mieć to 3. A po latach niby jestem na informatyce i ta wiedza na co dzień mi niepotrzebna, ale czasem jakoś tak żałuję, że mam pewne braki i nie wiem tego, co ze szkoły wynieść powinnam...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Patrząc z tej strony - mogę się z tym zgodzić. Sama nie lubię historii, więc znam ten ból. Ale jednak chciałabym wiedzieć nieco więcej. Jednak szkoła nie zachęca mnie do tego przedmiotu (jak do większości), dlatego jeśli chcę się "dokształcić" to wybieram własny zakres. Zresztą nigdy nie jest za późno, aby się czegoś nauczyć - pozostaje tylko chcieć. ;) Pozdrawiam.

      Usuń
  5. Całkowicie się z Tobą zgadzam! Szkoła uczy nas jedynie rozwiązywania testów, tak naprawdę, a wiele wiedzy jest po prostu zbędnej. Legendy głoszą, że komuś kiedyś przydała się przyroda na humanie, tak samo jak historia i społeczeństwo ( bo przecież "zwykła" historia to za mało) w technikum. System edukacji jest do dupy, a właśnie w szkole średniej często zauważamy, że oceny to jednak nie wszystko. Tak w zasadzie, bardzo rzadko się o tym mówi, ale z gimnazjum, do szkoły średniej jest ogromny przeskok i czasami na tą dwójczynę w szkole średniej trzeba się bardziej namęczyć niż na 5 w gimnazjum. Chociaż wiele też zależy od nauczycieli. Moja germanistka, tym, co nie zdają niemieckiego na maturze, kompletnie odpuszcza, tak samo jak mi anglistka ( nie zdaję ang) i wystarczy, że przyniosę jej jakąś pracę, nawet klasówek nie muszę pisać. Natomiast babka od wyżej wspomnianej "jakże cudownej" historii i społeczeństwa, praktycznie, co tydzień robi nam klasówki i leci tak z materiałem, bo przecież jej przedmiot jest najważniejszy, nie istotne, że w technikum, to tylko uzupełnienie. Ciśnie jak mało kto.
    To jest szkoła, tego się nie ogarnie, niestety. ;c
    Trochę się rozgadałam, mam nadzieje, ze to Cię nie zniechęci^^

    Pozdrawiam serdecznie,
    Ev.

    artystycznie-specyficznie.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie zniechęci, wypowiedź jest bardzo ciekawa :D Ja właśnie mam problem z historią - bo przecież w technikum na kierunku chemicznym na pewno mi się przyda ;) A nauczycielka ciśnie gorzej, niż np. z biologii - co (jakby nie patrząc) z chemią się wiąże. No ale cóż, chyba nie mamy na to wpływu :D Trzeba samemu decydować na czym nam zależy i tyle!

      Usuń
  6. Ja rownież teraz, w liceum doszłam do tego wniosku. Nawet tetaz nikt nie patrzy na oceny tylko na maturę :)
    OnlyDreams

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No matura na szczęście ważniejsza :)

      Usuń
  7. Zgadzam się częściowo. Owszem oceny to tylko wyznacznik dla nauczyciela na jakim poziomie uczeń opanował wiedzę i tak oceny powinny być postrzegane. Faktem jest że po co ktoś kto kocha nad życie historię i język polski ma się uczyć techniki czy fizyki skoro z obu tych rzeczy nie ma talentu. Owszem uważam że jest kanon przedmiotów z których coś trzeba wiedzieć np j. polski czy matematyka czy historia czy biologia. Wbrew pozorom każdy z tych przedmiotów nas kształtuje. J. polski to nie muszę mówić, matematyka wszędzie nas otacza, biologia przyda nam się chociażby kiedy zachorujemy czy chcemy hodować zwierzątko a historia ... kształci w nas postawy patruotyczne i ukorzenia historycznie. Dzięki czemu mamy korzenie czyli historię i przodków z których wzrastamy. Pomijam aspekty patriotyczne i ideologiczne. Jako nauczyciel matematyki dodam że w polsce mamy beznadziejny system edukacji. Jest przeładowany, program nauczania powinien zostać zmieniony i tak dalej. Drugim dnem tego wszystkiego jest umiejętność przekazywania wiedzy przez naiczycieli. Większość tego nie potrafi obrzydzając tylko dany przedmiot. Jak uczeń ma znaleźć swoje pasje skoro nie wie co go interesuje bo do większości przedmiotów ma awersję? Więc uczy się wszystkiego mając nadzieję że w końcu odkryje coś co kocha. Jako nauczyciel nie zadaje praktycznie zadań domowych. Uważam że cała wiedzię uczeń powinien zdobyć na lekcji. W domu jest tylko szlif na piątkę. Z trwogą obserwuje co dzieje się w szkołach....dlatego oceny to nie wszyatko. Trzeba rozpatrzeć temat który poruszyłaś z wielu aspektów. Oczywiśvie nieumniejszając Twoich racji. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście zgadzam się, że wiele zależy od nauczycieli. W moim gimnazjum nawet najmniej ciekawy (według mnie) przedmiot mnie jakoś pociągał - teraz tego nie ma. A o matematyce mogłabym dużo mówić :D Przedmiot bez dwóch zdań wartościowy, jednak bez nauczyciela "z pasji" (a nie z przymusu) nie potrafię czuć do niego jakiejkolwiek sympatii. Gdyby każdy nauczyciel kochał to, co robi - być może część uczniów także zmieniłaby nastawienie do wszystkich przedmiotów. A system edukacji mimo wszystko nie jest dobry. Również pozdrawiam :)

      Usuń
  8. Chociaż mnie już temat nie dotyczy, podzielam Twoją opinię. Oceny nie są w żadnym stopniu wyznacznikiem inteligencji. Jednak uczyć się na pewno jest warto, ale nie dla ocen, lecz dla siebie. Ja zawsze byłam średnio czwórkową uczennicą, a już osiągnęłam więcej niż moi piątkowi rówieśnicy, którzy głównie ściągnali bądź się podlizywali. Faktycznie w wielu przypadkach tego co uczą w szkole, lepiej byłoby poświęcić ten czas na naukę języków obcych bądź rozwoju własnych zainteresowań, co w życiu dorosłym dużo bardziej się przydaje. Ciekawe piszesz :)
    Zapraszam do mnie: www.damandherworld.pl
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie, że warto się uczyć! W końcu kto się nie rozwija, ten się cofa ;) A oceny - niby sprawiedliwe - są tak naprawdę względne. Są "nauczyciele" i nauczyciele.
      Dziękuję za miłe słowa :) Również pozdrawiam i chętnie zerknę na Twój blog!

      Usuń
  9. Też tak uważam. Marnujemy czas na naukę tego co się nam w ogóle nie przyda (zwłaszcza w liceum). Jednak uważam, że warto przejść ten chory system, aby potem móc się spełniać.
    Pozdrawiam i zapraszam do mnie !
    www.chudszej.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Żeby pójść krok dalej, musimy przez to przejść :) Również pozdrawiam!

      Usuń
  10. zgadzam się z Tobą, bardzo fajny post :)

    agnesssja.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  11. Oceny się nie liczą, tylko nabyta wiedza. Testy tez nie pokazują wszystkich umiejętności. Szkoła zabiera mnóstwo czasu, marnuje go w połowie.
    http://screatlieve.blogspot.com/
    http://www.youtube.com/watch?v=GsXXwmgQ478

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Owszem :) Miejmy nadzieję, że kiedyś coś się zmieni.

      Usuń
  12. Bardzo często do osiągnięcia czegokolwiek nie jest potrzebna szkoła :) obserwuje i pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń