niedziela, 22 stycznia 2017

Nie taki potwór straszny, czyli nauka przez opowiadania

Witajcie!

Dziś przygotowałam dla Was kolejną recenzję, jednak tym razem filmową. Jeśli nie przepadacie za tego typu postami, zerknijcie może na inny (klik). Jednak mam nadzieję, że jeśli w jakikolwiek sposób trafiliście na ten wpis - przeczytacie go do końca.

Dziś chciałabym wyrazić swoją opinię na temat jednego z filmów, które miałam okazję zobaczyć ostatnio w kinie. Co prawda było to ponad 2 tygodnie temu, ale produkcja do tej pory siedzi mi w głowie. Nie pozostaje mi więc nic innego, jak wszystko Wam opisać.

Aby miło zakończyć 2016 rok postanowiłam wybrać się do kina. Nie przypuszczałam jednak, że dokonam takiego wyboru, który ostatecznie podjęłam. Film J.K. Bayona'y pt.:,,Siedem minut po północy" nie był filmem, który od razu rzucił mi się w oczy. Początkowo miałam ochotę zobaczyć jakiś horror bądź komedię romantyczną, jednakże kino zaplanowałam trochę za późno i żaden inny seans mi nie pasował. Po obejrzeniu zwiastunu stwierdziłam, że film chyba nie będzie taki zły. I miałam rację.

Wraz z upływem czasu moje zdanie o filmie polepszało się. Na początku byłam lekko negatywnie nastawiona, ponieważ nie przepadam za fantastyką i myślałam, że niektóre elementy zepsują całokształt filmu. Myliłam się. Tak naprawdę tytułowy potwór (ang. "A Monster Calls") miał duży, pozytywny wpływ na akcję i sens filmu.

"Siedem minut po północy" jest ekranizacją książki Patrick'a Ness'a i Siobhan Dowd o tym samym tytule. Premiera w Polsce miała miejsce 25 grudnia, czyli całe 6 dni przed tym, gdy sama go widziałam. Główną rolę gra Lewis MacDougall, który otrzymał za nią nominację do Critics' Choice w kategorii najlepszego młodego aktora/aktorki. Spotkamy tu także znaną z "Avatara" Sigourney Weaver.

Film opowiada o chłopcu imieniem Connor. Ma on dopiero 13 lat, a doświadczył więcej, niż niejeden dorosły. Nastolatek wychowuje się bez ojca, nienawidzi babci, a jego matka choruje na raka. Poza tym w szkole znęca się nad nim grupa "silniejszych" chłopców. Jednak Connor O'Malley nie jest typem nieudacznika. Mimo, że pozwala sobą pomiatać, jest naprawdę silnym chłopcem wkraczającym w dorosłość. Jego problemy na pewno przytłoczyłyby jego kolegów, którzy czują się lepsi fizycznie. Connor jest także uzdolniony plastycznie - ma to zapewne po matce, dla której sztuka również była bardzo ważnym aspektem w życiu. Rysowanie jest jego odskocznią od ponurej rzeczywistości. Pewnego dnia cis rosnący na wzgórzu za jego oknem ożywa. Potwór chce, aby chłopak wyjawił "prawdę". Na początek jednak proponuje mu opowiedzenie trzech historii, które okazują się być bardzo mądre.

Film niezwykle mnie zaskoczył - jeszcze nie spotkałam się, aby inny kiedykolwiek zrobił na mnie takie wrażenie i diametralnie zmienił moje zdanie na temat fantastyki. Nie wyobrażam sobie bowiem "Siedmiu minut po północy" bez potwora, który tak naprawdę okazał się przyjacielem, którego Connor w tych ciężkich chwilach bardzo potrzebował. Dlatego należałoby bić brawa dla Liam'a Neeson'a, który użyczył drzewu głosu. Mimo, że był mocny i (czasem) przerażający - czuć było w nim nutkę ciepła i troski. Nie wyobrażam sobie także, żeby jakiś znajomy mi 14-latek mógł się wykazać tak naturalną i przekonującą grą aktorską, jak Lewis MacDougall. Jednak największe gratulacje należą się J.K. Bayona'ie, który podjął się wyzwania i przeniósł powieść Ness'a na ekran. Bardzo podoba mi się połączenie prawdziwych bohaterów z tymi animowanymi.

W "Siedmiu minutach po północy" najbardziej podoba mi się jednak przesłanie każdej historii opowiedzianej przez drzewo. Z jego słów możemy wyciągnąć wiele lekcji na przyszłość. Po raz kolejny ukazane jest, że nie każde pierwsze wrażenie jest prawidłowe i rzeczywistość może okazać się zupełnie inna. Wiemy, że ludzie nie lubią tego, czego sami nie potrafią zrozumieć. Że czasem pozory mylą, a człowiek może posługiwać się dwoma obliczami. I że siła nie leży tylko w ciele, ale i w duchu.

Na internecie można przeczytać:,, ,,Siedem minut po północy" - niezwykła książka, niezwykły film.". I mimo, że tylko film udało mi się w pełni poznać - zgadzam się z tymi słowami. I gorąco polecam obejrzenie go wszystkim - i dorosłym, i tym mniejszym widzom. 

A Wy? widzieliście już ten film? Piszcie mi w komentarzach, chętnie poznam Waszą opinię!

Egzaltowana.

1 komentarz:

  1. Sama również nie przepadam za fantastyką,ale zdecydowanie, zachęciłaś mnie do obejrzenia tego filmu, mimo że na początku przeczytam książkę. Pozdrawiam,
    Aleksandra (Strefa bez Stresu)

    OdpowiedzUsuń