wtorek, 10 stycznia 2017

"Moje serce i inne czarne dziury" - recenzja

"PO PIERWSZE, nie chcę tego zrobić z kimś, kto ma dzieci.
PO DRUGIE, nie możesz mieszkać dalej, niż godzinę drogi ode mnie.
PO TRZECIE, musimy to zrobić 7 kwietnia. Ta data nie podlega negocjacji."

Witajcie w nowym poście! Po tej długiej przerwie od bloga, już prawie zapomniałam, jakie to uczucie pisać dla Was. Jednak tak, jak obiecałam - jest wtorek, więc przyszykowałam post. Jest to coś trochę innego, niż zwykle. Ale ten rodzaj wpisów będzie się prawdopodobnie pojawiał najczęściej. W święta bowiem uzbierałam tyle książek, że zastanawiam się, kiedy ja to wszystko przeczytam? Dlatego mam nadzieję, że chętnie zobaczycie ich recenzje.

Dziś chciałabym Wam przedstawić książkę, którą zakończyłam 2016 rok. Jestem pewna, że większość już ją zna bądź kojarzy z widzenia lub ze słuchu.

Książka Jasmine Warga'i pt.:"Moje serce i inne czarne dziury" wpadła mi w oko podczas przeglądania stron księgarni internetowych. Uwagę początkowo przykuła okładka z dość ciekawym tytułem. Ale gdy przeczytałam jej opis, bez zastanowienia stwierdziłam, że muszę ją mieć. Nie zapoznałam się z opiniami tych, którzy już zdążyli ją przeczytać. Zakochałam się od pierwszego wejrzenia, więc chcąc, nie chcąc - poprosiłam o nią pod choinkę, wraz z innymi książkami. Gdy tylko rozerwałam papier, w który była zapakowana - byłam wniebowzięta. Prawie od razu zabrałam się za czytanie. Ale czy naprawdę była tak godna uwagi, jak mi się z początku wydawało?

Książka należy do powieści młodzieżowych. Opowiada historię szesnastoletniej Aysel, której ojciec jest mordercą, przez co jej życie wypadło z równowagi. Mimo że od zbrodni minęło kilka lat, nikt o niej nie zapomniał. A na pewno nie sama Aysel. Dziewczyna nie ma przyjaciół, musi mieszkać z matką i jej nową rodziną, z którą nie ma za dobrych kontaktów. Uważa, że sprawia wszystkim tylko kłopot, dlatego postanawia popełnić samobójstwo. Aby nie stchórzyć, postanawia znaleźć sobie partnera do samobójstwa. Loguje się na stronie Smooth Passages i właśnie tam poznaje Romana - rok starszego, przystojnego chłopaka, który marzy o tym samym, co ona - aby umrzeć. Dziewczyna początkowo zastanawia się, dlaczego ktoś taki, jak on może chcieć skończyć ze swoim życiem. Nie jest typem samotnika, jak Aysel. Jest rozpoznawalny. Albo przynajmniej tak jej się wydaje. 

Roman od samego początku intryguje nastolatkę, które jest ciekawa, co jest przyczyną jego myśli o śmierci. Z czasem chłopak wyjawia jej prawdę - przez jego nieuwagę doszło do śmierci młodszej siostry. I mimo iż wszyscy uważają, że to nie jego wina, Roman nie potrafi zapomnieć tragicznego dnia. W ten sposób ustalają datę i sposób w jaki, ze sobą skończą. I wszystko idzie po ich myśli, dopóki...

No właśnie - jeśli wszystko poszłoby zgodnie z planem, książka byłaby dwa razy krótsza i nie miała takiego sensu, który próbuje przekazać. 

Roman i Aysel spędzają ze sobą coraz więcej czasu, aby poznać całą prawdę o sobie. Początkowo Aysel nie chce, aby partner dowiedział się o jej ojcu, ponieważ Roman przyjaźnił się z bratem ofiary. Boi się, że ją znienawidzi (jak reszta) i wycofa się z paktu. Próbuje zachować to w tajemnicy tak długo, jak się da.

Pewnego dnia partnerzy wybierają się pod namiot. I właśnie wtedy wydarza się to, czego chyba oboje się obawiali - rozumieją, że są w sobie zakochani. Wszystkie chwile, które spędzali w swoim towarzystwie, zbliżyły ich do siebie. Powstała między nimi więź, od początku była chemia. W każdej innej sytuacji byłoby to idealne zakończenie. Jak zwykle, dwoje ludzi się zakochuje, są razem i happy end. Niestety, nie w tym przypadku. Aysel i Roman zawarli bowiem pakt, którego żadne nie miało złamać. I choć nastolatka już wie, że nie chce umierać, że chciałaby spędzić jeszcze nie jedną chwilę w towarzystwie Romana, że kocha go i jej życie wreszcie nabrało barw, nie zrywają umowy. Aysel postanawia działać na własną rękę - chce pokazać Romanowi, że warto żyć. Dziewczyna chce, aby chłopak zobaczył siebie tak, jak ona go widzi.

Po jakimś czasie para z lekka traci kontakt. Nastolatka domyśla się, co Roman może chcieć zrobić, dlatego jedzie do niego, aby zobaczyć, czy wszystko w porządku. Okazuje się, że chciał popełnić samobójstwo. Trafia do szpitala i jego stan powoli wraca do normy. W tym momencie akcja się kończy - młodzi wyznają sobie miłość, obiecują, że zostaną ze sobą i spróbują żyć. 

Po przeczytaniu przychodzi mi do głowy myśl - czy autorka przypadkiem za bardzo nie wzorowała się na "Gwiazd  naszych wina" John'a Green'a? Owszem, tam nie było motywu samobójstwa, ale bohaterowie trochę mi siebie przypominają. Podobnie jak w "Sali samobójców". Czy właśnie tego oczekiwałam, sięgając po tę książkę?

W sumie "Moje serce i inne czarne dziury" bardzo mi się podoba. Jest pomiędzy lekkimi powieściami, a tymi, które bardzo poruszają. Można ją "przeżywać", a nie tylko czytać. Co najlepsze - zaimponowała mi na tyle, że czytało się ją szybko i miło. Bez względu na podobieństwo do innych młodzieżówek. Być może dlatego, że jest ona taka prawdziwa. Że wydarzenia w niej opisane, mogą w pewnym momencie spotkać każdego z nas. 

Jednak najbardziej podoba mi się sens, który na każdym kroku się w niej skrywa. Książka przypomniała mi, że nie warto skrywać w sobie złych emocji i negatywnych przeżyć. Bo jeśli będziemy to robić przez dłuższy czas - dopadnie nas taki "czarny ślimak". Przestaniemy myśleć o pozytywnych rzeczach, nie będziemy doceniać tego, co robią dla nas inni, a tylko się udręczać. I to wcale nie da nam żadnej satysfakcji. Złe nastawienie może prowadzić do wszelkiego rodzaju nerwic, a później nawet do depresji, której nie jest się łatwo pozbyć. Ale czy naprawdę tego chcemy?

Książka pokazuje, że nigdy nie jesteśmy sami. Czasami po prostu tylko sobie to wmawiamy, aby bardziej pogrążyć się w otchłani rozpaczy. Są osoby, które zauważają nasz smutek i przygnębienie, ale wycofują się, gdyż nie chcemy, aby niosły nam pomoc. Są osoby, które zaakceptują każdą naszą wadę, każdą bliznę z przeszłości, każdą niedoskonałość, każdą naszą najdziwniejszą i najbardziej przerażającą stronę.

Opowieść o Aysel i Romanie pokazuje także, że nie ma minimalnego wieku na miłość. Nie ma kryteriów, które trzeba spełniać, aby się zakochać. Że czasem to uczucie przychodzi znienacka i nic nie możemy na to poradzić. Że najwyraźniej gdzieś w gwiazdach mamy zapisaną osobę, która potrafi odmienić nasze życie. Że istnieje przeznaczenie. Że każdy ma prawo do życia. I że nie możemy wciąż myśleć o przeszłości, bo będzie nam psuła przyszłość.

Reasumując, książka "Moje serce i inne czarne dziury" jest typem książek, które uwielbiam. Które niosą przesłanie w taki sposób, który do mnie trafia. Że czytanie ich, ma naprawdę sens. Po przeczytaniu tej opowieści wiem, że czas, który na nią poświęciłam, nie był stracony. Nawet jestem pewna, że jeszcze nie raz po nią sięgnę. I choć motyw nastoletniej miłości w książkach jest ostatnio bardzo powszechny i mógłby się nudzić - książka ta jest warta uwagi.

A czy wy zdążyliście już ją przeczytać? Jeśli tak, napiszcie mi w komentarzu poniżej swoją opinię. Być może tylko ja się nią ekscytuję. A może jest nas więcej.

Mam nadzieję, że post Wam się spodobał i zachęci do sięgnięcia po "Moje serce i inne czarne dziury" nie jednego mojego czytelnika.

Tak więc, doceniajcie osoby, które macie przy swoim boku i zwierzajcie im się na bieżąco ze swoich problemów. Tylko w ten sposób będziecie szczęśliwi. Prawdziwi przyjaciele zawsze Was wysłuchają i spróbują zrozumieć.

Egzaltowana

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz