wtorek, 5 kwietnia 2016

Przemyślenia Domi #1 - Miłość

Witam Was wszystkich serdecznie po dłuuuugiej przerwie. Jest mi naprawdę przykro, że wszystko się tak potoczyło i brakowało mi czasu na swoje przyjemności. Nie zdążyłam się obejrzeć, a minął cały miesiąc bez blogowania. Jednakże chciałabym ogłosić, że w związku z powoli kończącym się chaosem w mojej głowie, wracam do Was i zaczynam pisać na bieżąco.

Nie wiem, czy to, co się ostatnio działo, będzie miało dla Was duże znaczenie. Nie jestem pewna, czy warto o tym pisać. Jeśli natomiast jesteście tego ciekawi - napiszcie mi pod spodem w komentarzu, a na pewno napiszę osobnego posta, dotyczącego tej całej przerwy.


Dzisiejszy post będzie jednym wielkim przemyśleniem. Dlatego, jeśli nie interesują Cię tego typu rzeczy - po prostu go pomiń. Jeśli natomiast masz ochotę zatopić się w refleksji - zostań ze mną do końca. Być może ten wpis Ci się spodoba i zmusi do pogłębienia się w temacie. Posty z przemyśleniami będę dodawać raz w tygodniu (poza resztą postów), jeśli więc czujesz, że to coś dla Ciebie - możesz zostać ze mną na dłużej klikając "zaobserwuj" po prawej stronie.

Tematyka dzisiejszego postu przyszła do mnie tak naprawdę sama. Wiąże się ona z ważnym wydarzeniem w moim życiu. Lecz o tym dowiecie się kiedy indziej. Chciałabym poruszyć temat miłości. 

No tak, ale co ja mogę o tym wiedzieć? I po co mam o tym pisać, skoro jestem nastolatką i dla mnie każda teraźniejsza miłość jest wyjątkowa. Pewnie będę ją tylko wychwalać... Otóż nieprawda! Jaki jest więc cel mojej wypowiedzi? Chciałabym uświadomić części społeczeństwa, że wszyscy mają prawo wyrażać swoje zdanie na każdy temat. I każda osoba widzi świat inaczej. Nie wszyscy nastolatkowie są tacy sami. Czasem warto posłuchać młodzieży i dowiedzieć się o niej czegoś więcej, niż pochopnie oceniać. W tym poście postaram się pokazać miłość swoimi oczami. Mimo, że mam dopiero 16 lat, uważam, że jednak mam coś do powiedzenia.

Miłość tak naprawdę kojarzy nam się z relacjami damsko-męskimi. Jednak z miłością mamy do czynienia tak naprawdę na co dzień w domu, w szkole, w sklepie, na podwórku. Miłość jest dla mnie szeroko rozumianym pojęciem. Od urodzenia stykamy się z rodzinną miłością. Znajdują się osoby, które podejmują się wychowania nas. Dają nam ciepło rodzinne, troskę, poświęcają czas. Próbują być jak najlepszymi opiekunami. Chcą dla nas jak najlepiej. Oczekują, że uda im się wychować nas na wspaniałych ludzi. I większości się udaje.

Idąc do szkoły poznajemy wiele nowych koleżanek i kolegów, z którymi czasem możemy dotrwać przyjaźni. Przyjaźń też jest pewnego rodzaju miłością. Otwieramy się na drugiego człowieka, aby pomagać mu, wysłuchać go i doradzić. Sami oczekujemy tego samego w zamian. Kochamy się jak rodzeństwo. 

Na ulicy też spotykamy się z objawami miłości. Pomoc drugiej osobie, zainteresowanie, a nawet zwykłe "Dzień dobry". Dlaczego więc tych młodszych często nie próbuje się wysłuchać? Bo miłość to kontrowersyjny temat. Młodzież uważana jest za niedojrzałą, dziecinną, niedoświadczoną. Nie bez powodu oczywiście. Każda grupka osób wyrabia sobie opinię na podstawie jaką jest. W takim razie miłość nie jest dla nastolatków? Dlaczego więc traktowana jest jako coś "dla każdego"? Myślę, że wszystko to wyjaśnię. 

Będąc szesnastolatką, poza swoim życiem, widzę wokół inne osoby, nie tylko te bliskie mojemu sercu. Weźmy nawet taką pierwszą klasę gimnazjum, z którą niewiele (a może nawet nic nie) mam wspólnego. W zasadzie od początku roku pojawiają się wśród nich "związki", które według 99% znajomych, nie mają szans na przetrwanie. Dlaczego? Bo młodzież w tym wieku tak naprawdę sama nie wie czego chce. Jeszcze kilka miesięcy wcześniej krzyczeli i biegali po korytarzach w podstawówce, więc wątpię, że w tak krótkim czasie udałoby im się spoważnieć. Na przykładzie jednej młodszej koleżanki mogę stwierdzić, że osoby, które skarżą się na naszą niedojrzałość mają rację. Dziewczyna w ciągu półrocza chyba 3 razy zmieniała chłopaków, tak naprawdę bawiąc się nimi. Nie wiem czy to śmieszne, czy raczej straszne. 

Żeby nie mydlić nikomu oczu i krytykować młodsze klasy - wśród trzeciogimnazjalistów również zdarzają się stereotypy młodzieży. Również zdarzają się związki, które nie są tym, czym byśmy chcieli, aby były. Ludzie zawsze się rozstają i rozstawać się będą. Jednak nie to jest w tym wszystkim najgorsze. Najgorsze jest to, że większość nie umie przyznać się do tego, że np. jest niedojrzała na związek i nie umie prawdziwie kochać. 

Jak pisałam w którymś z postów - mam chłopaka od dłuższego czasu. Jestem szczęśliwa, mimo iż nie zawsze jest kolorowo. Znosimy razem swoje porażki, cieszymy się z sukcesów. Akceptujemy swoje wady i zalety. Jak każda zakochana osoba - nie myślę, że TO kiedyś mogłoby się skończyć. Chciałabym, aby ta osoba została ze mną na zawsze. Skąd wiem czy to prawdziwa miłość i czy nastolatka może kochać? Nikt z nas tak naprawdę nie wie, czy uczucie jest prawdziwe, dopóki nie zaryzykuje, spróbuje, zobaczy, doświadczy. Nie będę robiła z siebie ideału i wyjątku - nie wiem, czy te uczucia są stałe i warte każdego poświęcenia. Czas nam pokaże, czy ta miłość jest prawdziwa i ile da radę przetrwać. 

Natomiast odnosząc się do drugiego pytania, myślę, że kochać może każdy. Wystarczy, żeby tylko rozumiał co oznacza miłość. I żeby nie afiszował się nią, bo nie jest na pokaz. Miłość ma się w sercu, a nie w zdjęciach, zakładach, popisach. Należy zrozumieć, że żadna nie jest idealna i zaakceptować ten fakt. Żeby po prostu się nie zawieźć. 

Nie warto też nikomu zabraniać "kochać". Nawet tym najmłodszym. Nie każde uczucie jest nieprawdziwe. Pozwólmy sobie na obalanie stereotypów. Może miłość twojej koleżanki akurat przetrwa gimnazjum, liceum i dotrwa dorosłości? Z drugiej strony - kiedy człowiek ma się nauczyć kochać i zdobyć doświadczenie odnośnie miłości, jak nie w okresie dorastania? Może właśnie to będzie krok do trwałych, prawdziwych związków? W końcu najwięcej da się nauczyć w najmłodszych latach. Pamiętajmy także o tym, że wiele dziecinnych przyjaźni spotyka w pewnym okresie miłość i w takim stanie trwa do końca.

Tak więc kochaj i bądź kochanym. Pozwalaj kochać innym i sam nie broń się przed miłością, bo ona spotka w końcu każdego. Po prostu czeka na odpowiedni moment, aby Cię zaskoczyć.

Myślę, że to już wszystko. Mam nadzieję, że post przypadł wam do gustu i chętnie zajrzycie tu ponownie. Jeśli macie do mnie jakieś pytania, bądź słowa krytyki - piszcie pod spodem. 

Na koniec jeszcze zapraszam na snapchata @blogger_girls. Będę dla Was nagrywać w sobotę. W związku z tym, że szykuje się pewne wydarzenie, może być naprawdę ciekawie.

Domi.

5 komentarzy:

  1. Fajnie, że piszesz swoje przemyślenia :) Miłość to trudny temat, według mnie miłość, taka prawdziwa nie istnieje, kiedy jesteśmy młodzi.

    http://marysiaofficialblog.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja póki co uważam inaczej, obracając się w towarzystwie osób, które jednak (rzadko, ale) tworzą związki :) trwałe

      Usuń
  2. Miłość to dość trudny i kontrowersyjny temat. Super, że piszesz o tym co czujesz. Ja byłam ponad 2 lata w poważnym związku, ale niestety jak widać to nie było to. Obecnie mam 20 lat i nie mam ani nie szukam nikogo. Podróżuję zwiedzając świat, poświęcam się swoim pasjom - nie odczuwam braku drugiej połóki. Najgorzej to szukac na siłe. To musi przyjść samo, niespodziewanie. Aby ta osoba zamiast nas ograniczac pchała do przodu:)
    Zapraszam do siebie, mam nadzieje że ten blog zachęci niejedną osobę do odstawienia na chwilę komputera, wyjścia z domu i zapracowania na niesamowite wspomnienia: szkolenie szybowcowe,autostopem po Francji, praktyki 3miesięczne w Grecji... A to tylko kilka! Cała ja i moja pasja do podróży:)
    http://bedziesz-miedzy-gwiazdami.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moja koleżanka także była w związku dwa lata i jest w podobnej sytuacji. Poza tym, odwiedziłam twój blog i bardzo mi się podoba :)

      Usuń